Przez lata myśleliśmy, że ciało składa się głównie z mięśni, kości i skóry. Gdy pojawiały się zmarszczki, wiotkość czy ból, skupialiśmy uwagę przede wszystkim na miejscu, w którym problem był widoczny. Tymczasem pod powierzchnią naszego ciała istnieje niezwykła tkanka, która łączy wszystko ze wszystkim. Otula mięśnie, narządy, naczynia, nerwy, a nawet najmniejsze struktury organizmu. To właśnie powięź.
Jeszcze do niedawna mało kto mówił o niej poza gabinetami terapeutów manualnych czy osteopatów. Dziś coraz częściej nazywana jest jednym z najważniejszych układów w organizmie. Nie bez powodu. To właśnie ona odpowiada za jakość ruchu, elastyczność ciała, postawę, napięcia, oddech, a nawet sposób, w jaki się starzejemy.
Kiedy kończyłam medycynę, nauka o powięzi była właściwie w powijakach. Na zajęciach praktycznie się o niej nie mówiło. Traktowano ją bardziej jak „opakowanie” dla mięśni niż żywą, inteligentną tkankę. Dziś wiemy, jak ogromny był to błąd. Coraz więcej badań pokazuje, że powięź nie tylko reaguje na przeciążenia czy stres, ale wręcz zapisuje historię naszego życia w ciele.
Najłatwiej wyobrazić ją sobie jako wewnętrzną sieć lub elastyczny kombinezon biegnący przez całe ciało. Jeśli choć w jednym miejscu ta sieć zaczyna się napinać, wpływa to również na inne obszary. Dlatego napięta szyja może zmieniać owal twarzy, spięta klatka piersiowa pogłębiać zmarszczki, a przewlekły stres wpływać na wygląd skóry bardziej niż najlepszy krem.
Powstałe w ciele napięcia nigdy nie są całkowicie lokalne. Organizm działa jak jedna, połączona całość. Właśnie dlatego twarz nie starzeje się sama. Starzeje się razem z postawą, oddechem, sposobem poruszania się i napięciami zapisanymi głęboko w tkankach.
Powięź zdrowa i młoda jest miękka, nawodniona oraz sprężysta. Poszczególne warstwy tkanek przesuwają się po sobie lekko i płynnie. Ciało porusza się swobodnie, twarz wygląda świeżo, a sylwetka pozostaje naturalnie otwarta. Problem zaczyna się wtedy, gdy latami żyjemy w napięciu, siedzimy godzinami w jednej pozycji, oddychamy płytko i ignorujemy sygnały płynące z organizmu. Powięź zaczyna się usztywniać, traci nawodnienie i elastyczność. Niektórzy terapeuci porównują ją wtedy do wysychającej gąbki lub posklejanej folii spożywczej. Tkanki przestają się ślizgać, ruch staje się mniej płynny, a ciało zaczyna dosłownie „ciągnąć” twarz w dół.
To właśnie dlatego czasem patrzymy w lustro i mamy wrażenie, że wyglądamy na zmęczone, nawet jeśli dobrze dbamy o skórę. Problem często nie zaczyna się na powierzchni. Zaczyna się dużo głębiej.
Co ciekawe, powięź bardzo mocno reaguje również na emocje. Stres nie jest przecież tylko myślą. Natychmiast pojawia się w ciele. Zaciskamy szczęki, unosimy barki, napinamy brzuch, wstrzymujemy oddech. Jeśli taki stan trwa miesiącami lub latami, ciało zaczyna traktować napięcie jako normę. A wtedy twarz traci miękkość, spojrzenie staje się bardziej zmęczone, a sylwetka coraz mniej swobodna.
Dobra wiadomość jest taka, że powięź kocha ruch, oddech i świadomy dotyk. Uwielbia terapię manualną, łagodne rozciąganie, pracę z ciałem i przywracanie naturalnej ruchomości tkanek. To właśnie dlatego po dobrej terapii ludzie tak często mówią w moim gabinecie: „Czuję lekkość”, „Oddycham jakoś inaczej”, „Twarz wygląda świeżej”, „Ciało jakby odżyło”. I naprawdę nie są to tylko odczucia. Kiedy tkanki odzyskują swobodę, poprawia się ruchomość, krążenie, oddech i sposób, w jaki ciało przenosi napięcia. A twarz niemal natychmiast zaczyna wyglądać bardziej świeżo i miękko.
Właśnie dlatego coraz częściej i bardziej jestem przekonana, że prawdziwe odmładzanie nie zaczyna się od walki ze zmarszczkami. Zaczyna się wtedy, gdy ciało przestaje być w ciągłym napięciu. Bo młodość to nie tylko gładka skóra. To elastyczność i mobilność ciała, lekkość ruchu, swobodny oddech i tkanki, które wciąż potrafią żyć.
„Twarz nie starzeje się sama”
Anna Wołkowicz
terapia manualna I metoda USAWA